piątek, 6 lipca 2012
O tym, że słońce słońcu nierówne
6 lipca 2012
Ja wiem, że jak jest zima to ja marudzę, że mi palce marzną, wydaję majątek na ciepłe rękawice i puchate szaliki, które potem gubię albo zapominam o tym, że je mam. Ja rozumiem, że jest lato i że jest ciepło.
Ale powoli przestaje to rozumieć, kiedy wracam nagrzanym samochodem, termometr pokazuje 38 stopni (!) – nie wiedziałam, że w ogóle hjundek jest w stanie tyle pokazać, powinni mu ograniczyć takie wyświetlanie coby tego biednego kierowcy, czyli mła, nie osłabiać – i co się dzieje? Otóż przykleiłam się dziś stojąc na światłach do asfaltu! Zapala się zielone, ja wrzucam jedynkę, zwalniam sprzęgło, a hjundek nic. Zgasł. Odpalam silnik, sprawdzam czy aby przez przypadek nie wrzuciłam mu trójki, ale nie, jest jedynka, delikatnie zwalniam sprzęgło, hjundek zawarczał, ale nie jedzie… Dopiero za trzecim razem, jak pan tir juz groźnie sapał mi za zadem, hjundek postanowił się odkleić i jednak wzięliśmy pojechali…. Masakra! Teraz będę się bała jeździć!
I o ile wschód słońca na Diablaku to fajna sprawa o tyle niedługo po wschodzie owego słońca przestaje być sympatycznie, drogi się topią, ja się rozpływam…..
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz