6 sierpnia 2014
Trochę do napisania tego skłonił mnie post Dani
http://zbytmloda.blog.pl/54-matka-optymistka-matka-pesymistka/#comments
I tak się uśmiechnęłam pod nosem, bo ileż ja razy słyszałam…
… że powinnam dawać Pannie M sztuczne mleko, bo NA PEWNO mam zbyt słaby pokarm i się biedactwo nie najada – 6 miesięcy przeżyła w niezłej formie, lekarz zastrzeżeń nie miał.
… na dworze ok 20 stopni, świeci słońce, wieje lekki wiatr, jedziemy na spacer, Panna M w wózku z postawioną budką, bez czapeczki – zobaczysz, jak ją będziesz wozić bez czapki na TAKIM wietrze to potem nie pośpisz jak będzie płakać przy zapaleniu ucha. Ja wiem, moje dzieci miały, to ja wiem…
… Panna M ma rozłożony kojec w dużym pokoju pod oknem. Miejsce, które jest dla nas najwygodniejsze i w zasadzie jedno z dwóch możliwych – albo tu albo przy regałach z książkami, w drugim końcu pokoju. Wg mnie średnio fajnie, bo w ciemnym kącie, z dala od okna, więc sobie bryka pod oknem, a przy okazji widzi czereśnię i zafascynowana obserwuje jak się liście ruszają. Kiedy tam leży, a jest wiatr okno jest tylko otwarte „na uchył”, jak nie wieje na oścież. Moja Teściowa przez cały pobyt ostatnio truła mi głowę i próbowała nawet przestawiać kojec pod regał, no bo przecież dziecku wieje… A niech kuźwa wieje, tyle czasu jej niby wieje i jeszcze nie wywiało.
… upały przeokrutne, Panna M ma nadmuchaną wanienkę turystyczną w ogródku i tapla się w wodzie po kilkanaście minut, potem bryka na kocyku. Nie boisz się takiego maleństwa w wodzie na dworze trzymać? Może się przecież pochorować, owiać ją może, no to chociaż po kąpieli ja ubierz, a nie trzymaj takiej rozebranej…. No jakaś taka niebojaźliwa jestem i się nie boję…
… Panna M miała niecałe 6 miesięcy kiedy wywieźliśmy ją na Mazury, 450 km samochodem. A nie boicie się z takim małym dzieckiem jechać TAK DALEKO? Tyle wypadków na drogach, jeszcze się co stanie… No niby racja, że wypadków na drogach sporo, ale to wg mnie nie powód, żeby z dzieckiem się nie ruszać z domu. Kilkaset metrów od chałupy mamy skrzyżowanie, na którym co rusz są stłuczki, czasami niestety ze skutkiem śmiertelnym. Idąc tym tropem nie powinnam w ogóle za kółko wsiadać, bo mogę zginąć i dziecko osierocić…
… a bo ona ci jakieś takie dziwne kupy robi! Powinny być rzadsze i kolor jakiś nie taki… No kurde, robi takie jakie umie, jak przestanie robić będę się martwić…
… a nie boisz się, że ci z tego wózka/fotelika do karmienia wypadnie? Przypnijże ją pasami! Przypnę, jak będzie na tyle mobilna, że będzie to konieczne, póki co niech korzysta ze swobody, zwłaszcza, że ma się ją cały czas na oku…
… No co ty robisz, przecież ta zabawka spadła na podłogę, sparzyć trzeba, żeby dziecko pleśniawek nie dostało, tu przecież PIES chodzi! No chodzi. Psy tak mają, że chodzą, a nie fruwają. A że spadła? No nie pierwszy i nie ostatni raz, a może właśnie dzięki temu, że ma od małego kontakt z psim futrem i rozmaitymi bakteriami na zabawkach to nie wie co to jest pleśniawka…
Na każdym kroku słyszę dobre rady. Odkąd zaszłam w ciążę ciągle ktoś mnie czymś straszy, o czymś informuje, przed czymś przestrzega, wie lepiej, więc poucza… Gdybym to wszystko brała do siebie to doszłabym do wniosku, że jestem najgorszą matką na świecie, bo wożę dziecko bez czapeczki po niebezpiecznych polskich drogach, z brudną zabawką w dłoni.
I tak, mam świadomość, że na dzieciach znam się jak świnia na gwiazdach i zapewne nie uniknę błędów wszelakich, ale przede wszystkim zdałam się na instynkt. Swój własny. I wszelkich „dobrych rad” wysłucham, ale sobie je przemyślę i jeśli wyjdzie mi w moim małym rozumku, że są słuszne to je zapewne zastosuję. A z całą resztą zrobię po swojemu. I najwyraźniej w tym szaleństwie jest jakaś metoda, bo Panna M za kilka dni skończy 8 miesięcy i póki co ma się świetnie.
A kiedy mam gorszy dzień i przytka mi się sito na wszelkie dobre rady i jakoś to wszystko bardziej do siebie biorę, to powtarzam sobie, że tak czy siak wyżej dupy nie podskoczę a i nie ma szans, żeby wszystkich zadowolić. I podejmując takie, a nie inne decyzję, w większości przypadków, wyznacznikiem ich słuszności jest uśmiech na małym ryjku mojej Córki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz