wtorek, 18 września 2018

.





Dobra passa ciągu złych zdarzeń trwa. To nie są katastrofy z serii „ja pierdolę, za minutę zginiemy” tylko takie małe, drobne, co odbierają impet i chęć działania.
Bo po każdej takiej malutkiej kłodzie pod nogami siadam sobie i sobie myślę „no dobra Aga, wszyscy zginiemy, ale jeszcze nie teraz. Przed chwilą tąpnęło, ale to nie Japonia, teraz będzie spokój choć na trochę, no bo ile kurwa można”. A Los złośliwiec siedzi z kieliszkiem Martini i z pobłażaniem patrzy na to moje „bo ile kurwa można”.
Można. Dużo. Często. I coraz bardziej wyrachowanie. I radź sobie.
No i radzę sobie. Jak kurwa zawsze. Tylko chyba mi średnio idzie. Bo dzisiaj rano jak weszłam do pracy to jeden z dyrektorów mnie zmierzył wzrokiem i stwierdził „Aga, Ty nie wyglądasz za dobrze, a przynajmniej tak jakbyś nie spała ani godziny”… A przecież spałam. Za mało, ale spałam. I niezbyt dobrze, bo zasypiam z nierozwiązanymi problemami dnia, który właśnie kładzie się ze mną, a budzę się z myślą co „ciekawego” przyniesie nowy dzień…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz