Zmarznięte palce ogrzewam ciepłem filiżanki z kawą. Cieniutka porcelana, taka krucha w moich dłoniach, zimnych brakiem słońca i brakiem dotyku. Chłodne wargi parzę gorącą kawą, zamiast rozgrzewać je pocałunkami, a ciepłą piankę z mleka leniwie zlizuję, a przecież mógłbyś ty. Za oknem deszcz.
I wiatr. I mimo gorącej kawy, ciepłego koca, mruczących cicho kaloryferów, ten deszcz, ten wiatr tak bardzo wychładzają mnie od środka...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz