niedziela, 17 lutego 2013

O wykąpanym depilatorze


17 lutego 2013
Chyba od szczeniaka mam dziwne zapędy do topienia przez przypadek różnych rzeczy w toalecie… Pamiętam jak Mama zrobiła mi awanturę jak do ubikacji wpadł mi pierścionek, którego miałam nie ruszać, bo był na mnie zdecydowanie za duży.

A z takich „świeżych” utopień to pęsetka, która nie wiedzieć jakim sposobem ale wypadła mi z ręki i szerokim łukiem wylądowała w akurat nie zamkniętej toalecie. Kilka razy lądowały tam nożyczki podczas robienia sobie „fryzury intymnej”. A wczoraj… A wczoraj nic nie zapowiadało katastrofy. Wzięłam depilator, „pod nóż” poszła najpierw jedna łydka, potem fragment „bobra”, a tu nagle… depilator jest w kibelku i warczy pod wodą… Szybkie wyłączenie go z kontaktu, wyłowienie no i co teraz. P. z przekąsem stwierdził, że ja to chyba lubię, bo co rusz coś mi wpada do toalety, więc może bym sobie po prostu co jakiś czas tam gmerała, a nie wrzucała przedmioty… Cwaniak się znalazł, jak ja teraz będę taka wydepilowana tylko trochę biegać? Wymyłam depilator gorącą wodą z mydłem, wytrzepałam z niego wodę, wysuszyłam go suszarką i zrobiłam próbę. Działał! Najwyraźniej producent przewidział to, że jakieś łajzy będą urządzenie spławiać…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz