11 listopada 2013
Powrót na dawne śmieci, do teściów, wywołał straszną tęsknotę za domem. Przez pierwsze dni czułam się tak zagubiona jakbym trafiła w obce miejsce. Niby śpimy w naszej starej sypialni, na naszym starym łóżku, w naszej, pachnącej nami, bo przywiezionej z domu pościeli. No właśnie – przywiezionej z domu. To już nie jest dom. Dom został tam, a my, tymczasowo rzuceni na dawne podwórko jesteśmy gośćmi. Przymusowymi. Wszystko mnie drażniło, płacz wisiał na końcu nosa, a tęsknota za domem była okropna.
Powoli się oswajam, to już półtora tygodnia jak jesteśmy tutaj. Raz lepiej, drugi raz gorzej, ale ciągle do przodu.
Przypominam sobie jak to fajnie było mieć kota domowego a nie ogródkowego. Gdy zdarza mi się dłużej rano zostać w łóżku Kot Łobuz przychodzi i próbuje umościć się w łóżku. Póki co udaje mi się go przekonać, że to nie jest miejsce dla kota i kończy się tym, że ja w łóżku, kot rozmruczany przy łóżku. Ciekawe czy wytrzymam…
Jutro badania, mam nadzieję, że będzie wszystko dobrze. Jakaś taka zamotana ta końcówka, niby w porządku, ale ciągle jakieś ALE.
No nic, startujemy dziś z 35 tygodniem…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz