czwartek, 29 października 2015

Baba za kierownicą czyli jak zawiodłam panów na parkingu

Postawili pod Biedronką namiot. Duży, biały, zajmujący część parkingu. Zaparkowałam i poszłam na zakupy. Jak z nich wróciłam do samochodu to zauważyłam, że na wycofanie mam niewiele miejsca, no bo namiot. A samochód z mojej prawej strony blisko bardzo, więc odpada mocny skręt kierownicą. Zakupy hop do bagażnika, wsiadam, odpalam silnik, cofam na „prostych” kołach, no bo z prawej ten samochód. Tył niebezpiecznie zbliżył się do namiotu, przód przy tyle tego z prawej. Dupa, nie wykręcę. Kątem oka widzę, że dwóch gości wsiada do Seicento, w zasadzie jeden wsiadł i zaraz wysiadł, a drugi nawet nie wsiadł tylko oparł się o dach samochodu i patrzą na mnie, coś między sobą komentując. Mam wrażenie, że liczyli na jakiś pokaz z serii „wyjeżdża baba z parkingu cofając na pińcet razy, bo się nie umie zmieścić”. No i chyba ich zawiodłam, bo zamiast kombinować, wrzuciłam jedynkę, wjechałam z powrotem na moje miejsce parkingowe, ale tym razem mocno „przytulając się” do samochodu z mojej lewej, jednocześnie odsuwając się maksymalnie od tego z prawej, potem wsteczny, lekki skręt kierownicą, dupka przy namiocie, przód wolny, jedynka i do widzenia. Panowie mieli niepocieszone miny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz