Ha! Nie spodziewaliście się mnie tutaj zapewne.
Posucha panuje, bo nic się nie dzieje, kuruję swoje rozwalone kolano i tyle.
Ale za to dzisiaj pojechałam do sklepu i musiałam stamtąd czemprędzej czmychnąć, bo wszędzie pełno grubych, mięciutkich, miziutnych bluz. Z kapturem i bez, bez golfa i z, a każda woła „kup mnie kup”, a ja już nie mam miejsca na kolejne bluzy :( Ech…
Za to w radiu znów mnie rozbroiła reklama – pani wie, że na przeziębienie to najlepszy był sok z malin jej babci i ona o tym pamięta, tylko jakoś mniej się jej chce do lasu chodzić, ale…. Ale oczywiście jest suplement diety, same swojskie owocki, podprawione cynkiem i po sprawie, odporność do kupienia w aptece…. Ręce by mi opadły gdyby nie to, że leżały na kierownicy. Ja właśnie uzbrajam ogród w krzaczki – jeżyny już w ziemi, maliny przyjadą jutro, a tej się do lasu nie chce chodzić, a do apteki to i owszem. Gatunek ludzki sam się unicestwi.
A zaraz po tej reklamie usłyszałam piosenkę, chyba Piaska…
…. pamiętam jak w podstawówce na muzyce uczyliśmy się śpiewać „Niecierpliwych”… No i ćwiczyłyśmy z koleżanką, odsłuchując co rusz tę samą piosenkę i wyjąc z Piaskiem niemożebnie, aż dziwne, że kaseta to przetrwała, to ciągle przewijanie….
…. pamiętacie jeszcze kasety? Ech, to były czasy!
… no a że to był koiec roku szkolnego, ciepło, więc ćwiczyłyśmy przy otwarym oknie i do dzisiaj nie jestem w stanie zrozumieć jakim cudem żaden z sąsiadów nie przyszedł do nas z kategorycznym żądaniem, żebyśmy się w końcu zamknęły. A do tej piosenki mam do dzisiaj spory sentyment, choć jest okrutnie kiczowata. Ale, jak to pisuje Marchewka – ta Marchewka od Groszka – do brzegu, bo popłynęłam z dygresjami, to dzisiaj tenże Piasek wyśpiewywał tak: „nie płacz chociaż będę już iść”. No i tak cały czas mi chodzi po głowie czy to jest aby po polsku? Bo ja bym sobie zawyła „nie płacz chociaż będę już szedł”. No ale by mi się nie zrymowało dalej… No i pewnie dlatego Piaskowi płacą za to co robi, bo umie lepiej rymować, a mnie nie, bo nawet nie wiem czy to na pewno źle i czy tylko trochę mi nie pasuje…
No i tak to drogie Państwo, życie mi chwilowo upływa na dylematach polonistycznych, na tęsknocie za ciepłymi bluzami i na odganianiu dramatów małej Panny M, która grecką tragedię z żałobnym zawodzeniem uskutecznia obecnie o wszystko – bo jedzenie spadło z łyżeczki, bo klocki się krzywo ułożyły, bo trzeba iść drzemać, bo skończyliśmy drzemać, bo trzeba myć włosy, bo dziś nie umyjemy włosów, bo misio się przewraca, bo kotek jest za duży i nie może zostać maszynistą w lokomotywie, bo…. I tak to. Jestem bohaterem w swoim domu, bo ogarniam jakoś te dramaty. Jeszcze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz