21 czerwca 2011
Zamiast zająć się pakowaniem, szykowaniem i milionem spraw ważkich z serii "jutro wyjazd więc trzeba się przygotować" ja tuż przed 18-stą udałam się poleżeć w wannie, co zajęło mi znaczną chwilę, bo zaległam w tej wannie z książką i trudno było mi się oderwać, potem zajęłam się depilowaniem nóg, ale że szybko mi się znudziło to wróciłam do książki, którą to przed chwilą skończyłam. Profilaktycznie nie zaczynam kolejnego tomu, bo przepadnę z kretesem…
A przygotowania leżą. I kwiczą. I nie chce mi się zmieniać tego stanu rzeczy, kwiczenie zagłuszam SDMem….
W ogóle to coś mnie użarło w kolano i mam boląco – swędzącą gulę na kolanie, a w niej zapewne groźny jad lub jaja lub larwy albo coś strasznego……
No nic to, z lekka zmęczona, z częściowo wydepilowanymi nogami i generalnym chaosem wokól jutro jadę na spotkanie z Bieszczadzkimi Aniołami, niech znów musną skrzydłem :)
http://marczelllo.wrzuta
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz