sobota, 4 lutego 2012
Gdybym…
4 lutego 2012
… przyszła do Ciebie z policzkami zaróżowionymi od mrozu i bez słowa wtuliła nos w Twoją pierś, bo przecież wyżej nie sięgnę, Ty szeptałbyś mi do ucha te wszystkie banalne rzeczy. Że dobrze, że jestem. Że tęskniłeś. Że cudownie znowu jest mnie czuć pod palcami. Że moje włosy są miękkie jak żadne inne, a moja skóra pachnie jak żadna inna. Że chcesz, żebym została, a nie ukradkiem wymknęła się za godzinę, dwie, pięć. Że teraz trzeba mnie wyswobodzić z tych wszystkich kurtek, szalików i czapek. Że zaraz przekonasz mnie, że niepotrzebnie zwlekałam z przyjściem. Ze zaraz udowodnisz mi, że było warto… A ja wsłuchana w słowa, które ciepłym, wilgotnym oddechem omiatają mi ucho, pozwalałabym się wyswobadzać, pozwalałabym się przkonać, pozwalałabym sobie udowadniać, jednocześnie nie patrząc Ci w oczy. Żeby w Twoich nie zobaczyć, że kłamiesz. Byś Ty w moich nie ujrzał, że ani trochę Ci nie wierzę…
… czasem pewne rzeczy trzeba zapisać…
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz