środa, 19 grudnia 2012
na krawędzi
19 grudnia 2012
Ten grudzień to mnie naprawdę wykończy. W pracy w domu, poza domem… W pracy urwanie dupy ze wszystkim, jak to na koniec roku, gdzie się nie obrócę to coś trzeba zrobić, najlepiej na tydzień temu. W domu jakby to samo, poza domem… No przepraszam bardzo, ale komu należy obić pysk za tą zgniłą pogodę? Niech to się zdecyduje wreszcie, bo póki co to jest syf i poruta, a nie zima.
Do tego wszystkiego smarkam, coś mi w gardle rzęzi i znów chyba mam zapalenie pęcherza.
W związku z tym wszystkim powyżej wszyscy zdają sobie sprawę, że przypominam małą furię, złowieszczo uśmiechniętą i ukradkiem ocierającą jad skapujący z kłów. Pazurów nie muszę nawet piłować, dziś udało mi się dwa złamać…
I tak o drodzy Państwo. Idę piec ciastka.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz