poniedziałek, 13 maja 2013
I wreszcie przyszedł maj…
13 maja 2013
… zrobiło się gorąco….
Jest tak straszliwie, okropecznie i gigantycznie ciepło, że aż z powrotem włączyłam kaloryfery… Czy mógłby mi ktoś wytłumaczyć dlaczego? Dlaczego jest zimno? Dlaczego moje sandałki, co to je ufnie wyjęłam po zimie z pudełek, leżą na smutnej kupce na podłodze w sypialni? Dlaczego letnie sukienki, cienkie spodnie i przeźroczyste bluzeczki leżą w szafie niewyprasowane, bez nadziei na użycie w najbliższym czasie? Dlaczego tak jest?
P.S. Znalazłam plusa w tym całym marazmie i zimnie – zjadłam pomidora. Malinowego, pysznego, pachnącego i smakującego pomidorem pomidora! Mały orgazm kulinarny po tak długiej abstynencji. I jeśli był chemiczny to mało, więc cicho tam!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz