piątek, 13 marca 2015

Trzynastego… wszystko zdarzyć się może…


13 marca 2015
Ale po kolei. Jakieś 2 miesiące temu ktoś wyrzucił pieska. Piesek panicznie bał się wszystkich i jak tylko człowiek pojawiał się na horyzoncie dawał nogę. Zamieszkał z rotwailerem pilnującym nieczynnej stacji benzynowej.
Piesek okazał się suczką. Suczka ma obecnie cieczkę.
I psom okolicznym, w tym naszemu kompletnie odbiło. Wcześniejsze cieczki obchodziły go o tyle, że tęsknie wysiadywał w ogródku, mało jadł i tyle. Teraz nie jadł, przesiadywał w ogródku, a będąc w domu domagał się wychodzenia na dwór.
Wczoraj jak byłam w pracy to przelazł pod płotem do sąsiada i od niego próbował wydostać się na wolność. Dziura została zatkana. Wieczorem dwa razy nam zniknął z ogródka, ale zawołany zaraz się materializował. Dziur nie stwierdzono. cały wieczór kręcił się po domu, piszczał, doprowadzał wszystkich do szału i pół nocy spędził zamknięty w kuchni.
A dzisiaj rano wypuściłam go na poranne siku… Dzwoni za jakiś czas sąsiadka, że odprowadzała córeczki na autobus do szkoły i widziała naszego psa jak prawie wpadł pod samochód, pogryzł się z innym psem – towarzyszem owej suki – wytarzał się w rowie i poleciał w świat. Objechałam tuż przed pójściem do pracy szeroko pojętą okolicę, nic. Ja poszłam do pracy, P zadzwonił po Dziadków, żeby przejęli trochę wcześniej Pannę M i pojechał go szukać. Nic. Jak kamień w wodę. Mnie się rano, jak jeździłam udało namierzyć ową sukę i jej druha, ale naszego Psa ani śladu. W południe dostałam telefon, że mój pies, uwalony błotem jak nieboskie stworzenie, biega pod płotem razem z psem sąsiadki. Więc zadzwoniłam do sąsiadki, a ona zgarnęła obu amantów i mojego odstawiła do domu. Wróciłam po pracy i zastałam nieziemsko uwalonego psa z pogryzioną kufą i upierdzieloną podłogę…
Pies wychodzi na dwór pod nadzorem – szybkie siku i do domu. Okazało się, że skubaniec przeskoczył przez płot, w co jest mi trudno uwierzyć, ale jednak.
Dzisiaj rozmawiałam z weterynarzem, chyba trzeba będzie go pozbawić nadmiaru szalejących hormonów… Pies ma 7 lat. Przez 7 lat nigdy się tak nie zachowywał… Pisząc to teraz słyszę jak zawodzi w kuchni…
Na starość Pies dostał kompletnego pierdolca. A wszystko przez jakiegoś tępego ch..a, który wywalił sukę.
Trzynasty piątek… Nie jestem przesądna, ale dzisiejszy dzień był zdecydowanie pechowy…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz