14 kwietnia 2015
Dawno, bardzo dawno temu wspominałam o Rodim psie – mordercy (lakonicznie wielce tutaj
http://agulec.blog.pl/2010/10/15/post-7/
). Pies Rodi pilnował stacji paliw. Podejrzewam, że gdyby znalazł się po niewłaściwej stronie ogrodzenia zdążyłabym paść trupem ze strachu, nim zjadłby mnie razem z butami. Ale Rodi zawsze był po właściwej stronie płotu i ewentualnie obszczekiwał Psa, kiedy szliśmy na spacer.
A dziś się dowiedziałam, że psa Rodiego już nie ma. Nie żyje. Bo ktoś go otruł.
I smutno mi się jakoś zrobiło, bo może to nie był miły pies, ale nie zasługiwał na to, żeby go ktoś otruł… A poza tym trochę straszno, bo jak ktoś wpadnie na pomysł otrucia naszego Psa? Bo w sumie co to za problem wrzucić mu przez płot coś do żarcia? Żaden. A Pies pewnie nie będzie wybrzydzał…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz