31 października 2010
Jak ja kocham zmianę czasu z letniego na zimowy! Ale tylko rano.
Wstałam ci ja bez przymusu i całkiem rześka przed 8 (HA! w wolny dzień takie cuda to się rzadko zdarzają!). Z racji tego, że wczorajszy pieczony chleb wziął sie zbiesił i do kosza poszedł to Kot wsiadł w samochód i pognał do Dabrowy po zaczyn ratunkowy, a ja niespiesznie zbieram się do wyjścia do ogródka i podjęcia walki z liściami od wierzby…. Żmudna to będzie walka, bo liście ciągle są NA wierzbie a nie POD…. A jak to mi nie wyjdzie to zardzewiałym śrubokrętem powydłubuję sobie chwasty z chodniczka, a co! Wszak mam tyyyyyleeeeeeeeeee czasu i piękną pogodę do dyspozycji!
A zmianę czasu lubię tylko rano, bo wieczorem padnę na pysk pewnie już o 19-stej pod pobłażliwym spojrzeniem Kota….
No najwyraźniej mam naturę kury – lubię grzebać w ziemi i chodzić wcześnie spać…. Pfffff, gorsze rzeczy się ludziom zdarzają…..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz