sobota, 19 lutego 2011

.

19 lutego 2011
Odwiedziłam dziś na chwil kilka koleżankę moją, która jest w ciąży.
Sącząc herbatkę (Ona w ciąży, ja kierowca) pociskałyśmy pierdoły. I zeszło na temat kupek.
Ja nostalgicznie stwierdziłam, że jak lato przyjdzie to skończą się mrozy (odkrywcze, wiem) i psie kupy nie będą zamarzać i nie da się ich tak szybko i zgrabnie usunąć z ogródka jak ostaniego łikendu i będę musiała coś wymyślić. Na co M stwierdziła, że Ona wprawdzie ogródka z kupami nie ma, ale od czerwca kiedy Mała będzie już "na zewnątrz" też temat kup będzie ją dotyczył, tyle, że trochę w innej postaci…
Wymyśliłyśmy więc, że obok pralki powinna mieć małą zamrażarkę, do której powinna wrzucać brudne pieluszki, a jak zamarzną to wykruszać zawartość i dopiero wrzucać do pralki… Nowatorskie.
Jakby co to mam w kuchni nieużywanego, małego Pingwina. Znaczy się małą zamrażarkę Pingwin…..
A poza tym to jesteśmy zdrowe. Ja może troszkę kaszlę i odrobinę bardziej niż zawsze jestem niewyspana.
I szkoła mi się zaczęła. I tak o.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz