sobota, 12 lutego 2011

Horror klasy „Z”


12 lutego 2011
Dzisiaj w nocy na dworze szalał wiatr. Wiało i wyło jakby się conajmniej pół Piekła powiesiło. I wiatr ten otworzył skrzynkę z licznikiem gazowym. Drzwiczki skrzynki wraz z podmuchami wiatru tłukły o ścianę domu, co doprowadzało do szału i nie pozwalało zasnąć. Zwlekłam się z łóżka, mimo protestów Kota, że zamiast latać po nocy po ogródku mogę sobie stoppery w uszy wsadzić, i postanowiłam iśc jednak i zamknąć te cholerne drzwiczki. Wiatr wył, w całym domu ciemno, jakoś nieswojo mi się zrobiło ale w jakiejś reklamie mówili, że mam być bohaterem w swoim domu więc trudno, świetnie, zaryzykuję. Znalazłam kawałek kartonika, którym miałam zablokować zepsute drzwiczki, narzuciłam na się kurtkę, wskoczyłam w gumiaczki i… I wtedy obudził się Pies i ucieszył z niespodziewanego wyjścia na dwór. Uzbrojona w Psa i w kartonik otwieram drzwi, a tu wiatr jak nie wtragnie do środka, Pies przysiadł na zadzie, mnie zdmuchnęło kaptur z głowy. Wyszliśmy. Okazało się, że wieczorny deszcz zamienił się w śnieg, a schody pokryły się cieniuteńką warstewką lodu. Najpierw poślizgnął się Pies, zaraz potem ja, ale dzielnie udało nam się pokonać schody i ruszyliśmy na tyły domu. Wiatr wył, latały jakieś śmieci, suche liście, gałązki, kurzyło śniegiem, a drzwiczki trzaskały.
Dotarłam do drzwiczek, zablokowałam je kartonikiem, ale gdzieś mi się Pies zgubił. Wołam cichutko. Nic. Wołam głośno. Nic. No jak nic wiatr mi Psa porwał. Albo nie wiatr….. Okazało się, że nic Psa nie porwało, sikał sobie grzecznie. Pokonując podmuchy wichury, pamiętając o niebezpiecznych schodkach dotraliśmy do domu. Brrrr. Wpakowałam się do łóżka i jedyne co mi przyszło do głowy to to, że jak nic zdmuchnie mnie w tych Tatrach jak dalej będzie tak wiało…
A dziś błękitne niebo, dalej wieje niemiłosiernie, trzyma lekki mrozik i z tej okazji posprzątałam psie kupy. 4 Reklamówy tego wyszły… Mam wrażenie, że jedyne zajęcie Psa w ogródku to robienie kup….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz