26 stycznia 2012
Nic nie zapowiadało tego małego pandemonium.
Dlatego też piznęłam tym wszystkim chwilowo w kąt, zrobiłam sobie małą czarną w lawendowej filiżance i mam przerwę.
Bo ja dziś robię wszystko, drukuję szkice zrębowe, drukuję szkice odnowieniowe, odbieram transfery, konwersuję z przedszkolami, robię przetarg, robię sprawozdanie, alę najśmieszniejsze jest to, że drewno sprzedaję. Pojęcia o tym zielonego nie mam, zostałam sama z tym całym majdanem i fajno jest. Czekam aż coś się w końcu koncertowo sypnie, bo to na dłuższą metę tak się nie da… Do tego prawie zabiłam leśniczego śmiechem jego własnym jak przeczytałam mu pewne wytyczne…
Wrócę do domu i się położę i niech mi ktoś w tym przeszkodzi. W nosie mam obiad i pierdyliard spraw ważnych. Będę leżeć i nic nie robić.
W tym wszystkim co się od jakiegoś czasu dzieje na siłę szukam jakichś pozytywów, ale jakoś nie umiem żadnego wynaleźć.
Choć jeden właśnie wymyśliłam – od 1 lutego będę bardziej mobilna popołudniami… Zawsze to coś…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz