22 marca 2012
… mi się tak jak mi się nie chce, to byłoby cudnie.
Wiosna przyszła, a wraz z mrozami odeszła moja chęć na cokolwiek.
Szlag jasny mnie trafia jak widzę kurz, który szyderczo się śmieje zerkając zza drzwi, kiedy w kuchni ze stołu naczynia domagają się umycia, kiedy podłoga prosi abym zatańczyła z mopem.
A mnie się nie chce. Nie mam siły, nie mam ochoty, nie zawrcajcie mi tyłka takimi przyziemnymi rzeczami.
Po każdym obiedzie zwijam się na kanapie pod pretekstem króciutkiej siesty, a kończy się to tym, że po kilku godzinach niespokojnego snu zwlekam się z kanapy, biorę prysznic, myję zęby i idę kontynuować spanie ale w łóżku.
Wczoraj po kilkugodzinnej drzemce udałam się do łazienki z silnym postanowieniem wyrwania zbędnych włosków tam i siam, no a skoro już będzie ślicznie, gładko i pachnąco to przecież to trzeba jakoś wykorzystać wieczorem w zaciszu sypialni! Punkt pierwszy został zrealizowany. Drugi już nie, bo śliczna, gładka i pachnąca po dotarciu do łóżka zasnęłam snem kamiennym i obudził mnie budzik….
Czy taki stan może trwać długo? Czy to się leczy? Czy jest na sali lekarz?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz