wtorek, 13 marca 2012
Zakazany owoc….
13 marca 2012
Od kilku dni pożądliwym wzrokiem łypałam na leżące na stole dwie
mandarynki. Walczyłam sama ze sobą, wiedząc, że nie powinnam. Że jest
marzec, więc jeszcze pewnie są spryskane jakąs chemia i że ich zjedzenie
może zakończyć się paskudnym uczuleniem.
Ale wczoraj uległam i zjadłam jedną. Stałam w kuchni, nerwowo obierając
pomarańczowa pachnącą skórkę, nie mogąc się doczekać kiedy poczuję na
języku ten znany kwaskowato słodki smak. A potem łapczywie wgryzłam się w
soczysty miąższ, nie zawracając sobie głowy dzieleniem mandarynki na
cząstki. Delektowałam się tym smakiem jakby był to nektar bogów,
kompletnie nie zwracając uwagi na to, że sok spływa mi po brodzie i
kapie z palców.
Zdecydowanie zakazane owoce smakują najlepiej!
…. w domu czeka jeszcze jedna mandarynka….
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz