środa, 25 kwietnia 2012
Wiadomość z ostatniej chwili!
25 kwietnia 2012
Wieczór leniwie płynął, siedzieliśmy sobie w wannie, gorąca woda, pachnąca pianka, pełen relaks. Wychodzę pierwsza z tejże kąpieli, chciałam włączyć elektryczny grzejniczek żeby troszkę osuszyć łazienkę, odsuwam grzejniczek od ściany, a spod grzejniczka wychodzi on…. PAJONK! Wielki jak ten meksykaniec z "Desperado". Znaczy się wielki jak kurwa mać. Wyszedł i siedzi. P. oczywiście nawet go nie zauważył, ale jak już dojrzał potfora to przyznał rację, że duży jest.
Dostał nakaz, P nie pajonk, natychmiastowego wyjścia z wanny, ale tak, żeby go czasem nie spłoszyć, bo jakby się gdzieś schował to mam z głowy korzystanie z łazienki, a kąpiel w zlewie byłaby trudna technicznie.
P wyszedł i nawet gotów był trzasnąć pajonka kapciem, ale obudziła się we mnie delikatna dusza miłośniczki zwierzątek, nawet pajonkuf i sama z siebie zaproponowałam, że może by go tak wywalić na zewnątrz. P spojrzał z odrazą i stwierdził, że go nie weźmie do ręki. Zaproponowałam szmatkę. P złapał za moją relaksującą skarpeteczkę, ale czem prędzej mu ją wyrwałam i poleciałam szukać szmatki. Szok spowodowany obecnością pajonka spowodował, że wypadłam z tej łazienki tak jak mnie Panbóg stworzył, obleciałam cały dom, pozapalałam wszystkie światła, chyba tylko po to, żeby sąsiedzi mogli mnie pooglądać jak się miotam po domu bez sensu świecąc gołym biustem i tyłkiem, aż znalazłam szmatkę, w łazienkce, a jakże. W międzyczasie P zdążył się ubrać, nakazał mi otworzyć drzwi i wziął pajonka w szmatkę, wystawił go na ganek i spokojnie wrócił. Wyleciałam na ganek, na szczęście szok minął na tyle, że wrzuciłam na grzbiet koszulkę, i potupałam na pajonka, żeby czasem nie zechciał wrócić. Drzwi na wszelki wypadek zamknęłam na klucz. Sąsiedzi pewnie mieli ubaw, bo najpier latam nago po domu, a potem w samej koszulce tupię na ganku wykrzykując "kszy kszy"….. Choć po cichutku mam nadzieję, że z racji późnej godziny byli gdzieś indziej…
No. I teraz tak się zastanawiam ile takich pajonkuf mamy jeszcze w domu. Pajonk w domu to podobno szczęście. Ja dziękuję. To był kątnik domowy większy, miał ze 20 mm i generalnie słychać było jak mlaskał z chęci odgryzienia mi głowy. A w książeczce o owadach i pajonkach przeczytałam, że owe kątniki to wychodzą w nocy w poszukiwaniu samic i często wpadają do wanien i umywalek i nie umieją stamtąd wyjść.
I teraz siedzę i się zastanawiam ile takich kątników może maszerować spod okna w sypialni do łazienki, oczywiście przechodząc przez łóżko.
No i teraz to ja się boję iść spać. Ledwo toleruję trząsia co mieszka koło szafeczki.
Diabli nadali tego cholernego pajonka wieczorem…..
Z działań frontowych relacjonowałam na żywo dla Państwa ja.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz