6 lutego 2014
Wiecie, że 31 stycznia rozpoczął się chiński rok Drewnianego Konia? Ja wiem, ale nie bardzo wiem jak to ugryźć. Bo dlaczego drewniany ten koń? Kocham drewno, jest ciepłe, jest naturalne. Ale koń drewniany kojarzy mi się z małym drewnianym konikiem, na którym siedzi mały chłopczyk w za krótkich spodenkach, a w rączce dzierży drewniany mieczyk i walczy z potworami. Ale konik jedzie tylko w jego wyobraźni, tak naprawdę nie wybiegając z pokoju. Bo jest drewniany.
Drewniane konie są końmi statycznymi, dostojnymi, nie biegają, nie galopują, nie wierzgają.
Czy taki też będzie ten rok? Statyczny, nieruchawy i ociężały? Kiedy mnie znów marzy się dziki, nieposkromiony galop. Pomiędzy karmieniem, pieluchami, uśmiechem mojej córki, jej płaczem, gotowanymi obiadami i myciem podłóg, powoli budzi się uśpiona na kilkanaście miesięcy tęsknota za przygodą, wiatrem we włosach. Myślałam, że mój niespokojny duch, uśpiony koktajlem hormonów, oksytocyny, zaprzątnięty nowymi, macierzyńskimi wyzwaniami, będzie spokojny jeszcze trochę. Ale powoli się rozbudza i domaga się bodźców.
I tak ten drewniany koń nijak mi nie pasuje do marzeń rozbrykanych, chcących biec za zakręt, za górkę, żeby zobaczyć co tam jest, zaspokoić głodną ciekawość świata i życia.
Zobaczymy, może się okaże, że w drewnianym koniu więcej jest z rozbrykanego, wierzgającego kucyka niż z drewnianego konika na biegunach…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz