30 marca 2014
Panna M wczoraj zasnęła w locie – wykąpana, najedzona wylądowała w łóżeczku i jeszcze jej dobrze kocykiem nie nakryłam jak już słodko spała. Nie minęło 40 minut jak już nie spała, o czym musiała powiadomić całą okolicę, bo wyła jakbyśmy ją przypalali. Mnie szlag trafił, przekazałam wyjca P i poszłam pod prysznic. W połowie ożywczej kąpieli przestałam słyszeć dzikie lamenty. No nic, zamordował albo stał się cud – pomyślałam, nasmarowałam się balsamem, wymyłam zęby i wyszłam z łazienki. P stoi przy regałach z Panną M na rękach, która ogląda sobie książki. Znudziło jej się leżenie, chciała pozwiedzać mieszkanie, bo tylko „spionizowana” zaprzestała ryków. Wzięłam małego wyjca, nakarmiłam, zaniosłam do łóżeczka i zasnęła. I już grzecznie spała.
Dzisiejsza zmiana czasu trochę mnie zmartwiła, bo bałam się, że pójdzie brzdąc spać bógwiekiedy, a tu…
Po kąpieli i karmieniu o 20:30 wsadziłam do łóżeczka, chwilkę sobie coś poopowiadała (aggggguuuuuu, aggrhrghgrhgrh), powierciła się i zasnęła. Nauczona ostatnimi przerwami w spaniu siedzę przy łóżeczku, czytam książkę, przeglądam Internet, a Mała śpi. Jest 22:05. Mogłam się iść wykąpać. Mogliśmy sobie z P jakiś film obejrzeć i spędzić wspólnie wieczór…Nosz kurde….
Może kiedyś będzie jakaś wieczorna reguła?
A tak poza tym to wiosna pełną gębą, mirabelka lada chwila obsypie się kwieciem, fajnie jest :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz