28 maja 2011
Najwyraźniej niebo zmęczyło się błękitem, a słońce postanowiło odpocząć.
W nocy przebudził mnie szum. Przez chwilkę nie mogłam się kompletnie odnaleźć. Dopiero po chwili zorientowałam się, że to co słyszę to deszcz. Upewniłam się że Kocur cichutko śpi obok i uśpiona szumem z powrotem zasnęłam.
Rano padało nadal, teraz zresztą też pada. Może wygląda to ponuro, kiedy unoszę zmęczony wzrok na niebo spogladają na mnie ponure, ciężkie chmury, ale już odrobinę niżej wdzięczna zieleń chłonie wilgoć i cieszy się z każdej kropli. Konwalie znów wyprostowane na baczność, funkie uniosły dumnie liście, a dąbrowka rozłogowa zmęczona ostatnimi suchymi dniami pręży swoje łodyżki prezentując światu swoją fioletową główkę. Pod płotem zakwitły jakby rumianki. Nawet nie wiem kiedy to zrobiły, w tym codziennym zaganianiu przegapiłam nawet to, że tam rosły….
Soczysta zieleń trawy i widok zadowolonych roślinek na grządce jakoś wynagradza zwyczajną ponurość tego dnia..
I mnie cieszy ten deszczowy dzień. W spokoju, bez pośpiechu, choć ten byłby wskazany, dopieszczam projekt ogrodu, wprowadzam i nanoszę ostatnie elementy, ostatnie poprawki.
Jest sennie, jest spokojnie, jest dobrze.
A myślami biegnę w strone ukraińskich połonin…. Czyżby powtórka z zeszłego roku? Może się uda….
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz