22 maja 2011
Dziś byłam niczym Tańczący Na Zgliszczach, Burzyciel Światów, Biały Płomień Tańczący Na Kurhanach Wrogów i Destruktor w jednym.
No ale dość o mnie.
Zawiedziona faktem, że jeden ewentualny koniec świata przespałam, a o drugim dowiedziałam sie po fakcie (gdyby ów fakt zaistniał), dziś zgotowałam mały armagedon mrówkom. Wyplewiłam resztę grządki, a w owej reszcie mrówki miały swoje lokale. No i się działo oj działo. Burzyciel Światów czyli jo, odziana w górę od bikini, krótkie spodenki i rękawice robocze (już na sam mój widok mrówki pewnie mdlały ze strachu), uzbrojona w motyczkę i grabki przystąpiłam do dzieła zniszczenia. Mrówek w zasadzie trochę mi żal, bo oberwały trochę rykoszetem, ale cóż, trza było imperium budować nie na mojej grządce, a wszystko byłoby okej. W każdym bądź razie mrówki biegały rozzłoszczone i niewiedzące osochodzi, ale szybko chyba sytuację opanowały, bo po kilkunastu minutach zapanował spokój. Jakiś widać mały armagedon im zafundowałam.
A teraz mam opalone ręcę, nad nadgarstkami biegnie granica opalenia, bo dłonie mam białe. Jak jakaś dama z czasów, gdzie się biegało w rękawiczkach i pod parasolka, bo słońce było fe. To nic, że od grzebania w ziemi dłonie mam poryte i poharatane z dziurą po wczorajszym grabieniu trawy…. Ale ta granica od rękawic wygląda powalająco! No widać taka jest cena bycia Niszczycielem.
Teraz zmęczona dziełem dokonanym udam się na odpoczynek, wszak nie codziennie coś się niszczy…
A w ramach niusów to jeden egzamin już za mną. Tak, oczywiście, że zdałam go na PIĘĆ, bo wszak uczyłam się do niego pilnie i w ogóle kujon i dziobak jestem. No.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz