12 maja 2011
No ciepło jest.
Rano kuchnia jest tak skutecznie zalana słońcem, że muszę je na siłę miotłą wymiatać, a okno zasłaniać, bo razem się w tej kuchni nie mieścimy.
Za to po pracy mogę się leniwie wyciągnąć w słońcu. No leniwie to może nie, umówmy się. Walczę dalej z pracami zaliczeniowymi, ale walczę z lapkiem w ogrodzie, bo żal w domu siedzieć.
No i jakoś tak spokojniej się zrobiło. Wprawdzie wiem, że to tylko kwestia czasu aż coś gdzieś się rypnie koncertowo i całkiem znienacka, ale póki co delektuje się tym spokojem i ciepłem.
Może nie jestem na etapie nenufaru na spokojnej tafli jeziora, ale plasuję się gdzieś na pozycji przynajmniej żabiścieku w sadzawce. Przy mojej choleryczności wrodzonej to naprawde poziom zen. I tak o.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz