niedziela, 2 września 2012

Gubię się…


2 września 2012
Czy można na coś czekać jednocześnie pragnąc by to nie nadeszło? Powoli czuję, że wariuję. Przecież nie można chcieć czegoś co jednocześnie przeraża. Ostatnich kilka dni było naznaczone moim miotaniem się pomiędzy kiełkującą nadzieją, a dziką paniką. Podczas porannego mycia zębów udawało mi się uśmiechać do swojego lustrzanego, rozczochranego odbicia, by za moment spoglądać w rozszerzone strachem źrenice. Moment otrzymania jest jednocześnie momentem odebrania. W jednym momencie cichutko wzdycham z ulgą, by zaraz z trudem złapać oddech w poczuciu straszliwego żalu… Od dwóch dni barykaduję się przed całym światem za otwartą książką, owinięta w kocykowy kokon. Spędzam dzień wśród setek ludzi, uśmiecham się do nich. Nieszczerze. Bo wiem, że uśmiechnięte mam tylko usta. Uśmiech nie dosięga oczu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz