1 września 2012
Złota jesień zrobiła sobie wakacje i przysłała swoją starszą siostrę, jesień słotawą. Ołowiane chmury wiszą na niebie, ciężkie i kapiące od nagromadzonej wilgoci. Wilgoć i chłód wdziera się przez rozszczelnione okna, a ja odwróciłam się do okna plecami, żeby nie widzieć coraz większej ilości żółtych liści na czereśni.
Zwinięta w kłębek na kanapie, trochę piszę, trochę czytam, trochę myślę, trochę drzemię. Przykryta ciepłym kocem, spod zmrużonych powiek obserwuję potajemnie P., który krząta się po pokoju. Przechodząc koło kanapy delikatnie otula kocem moje wystające spod niego stopy i delikatnie dłonią głaszcze moje kolano. Z ustami wtulonymi w koc uśmiecham się sama do siebie. W tym geście doszukuję się słów niewypowiedzianych. Słów, które od bardzo dawno nie padły. Słów za którymi czasami bardzo tęsknię. Ale dzisiaj nie. Jest mi dobrze. Ciepło, spokojnie, bezpiecznie. W tle cicho gra Iron Maiden, słyszę jak P. cichutko stuka w klawisze laptopa, a tuż przy kanapie przez sen posapuje pies.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz