środa, 14 listopada 2012

O pajonku przebrzydłym


14 listopada 2012
Jak się nic nie dzieje to się nic nie dzieje. Jak P jest w domu to się nic nie dzieje. Jak Pies jest w domu to się nic nie dzieje. Jak P nie ma, jak Pies jest w ogrodzie, a ja sama w domu jestem to się zawsze dzieje.

Wchodzę do łazienki wyciągnąć pranie z pralki, patrzę, a tam, na brzegu wanny siedzi pajonk. Taki średni, ale pajonk. Psa nie ma, żeby go zjadł, P nie ma, żeby go zabrał. Szybka myśl – zakleję drzwi taśmą, żeby sukinsyn nie wylazł z łazienki i poczekam na P. Druga równie szybka myśl – nie dam rady nie korzystać z łazienki aż do jutrzejszego wieczoru. Trzecia myśl – musisz coś z nim zrobić SAMA… Taa, najprościej byłoby go walnąć kapciem i truchełko spłukać prysznicem. Ale trochę żal „gupka”. Wzięłam szmatkę, prędkim ruchem zagarnęłam pajonka, który pewnie dostał 8 zawałów, 3 udary i rozwolnienia, zwinął się w kuleczkę, a ja go z odrazą wyniosłam za drzwi i ściereczkę dokładnie wytrzepałam, ku uciesze Psa. Nie wiem czy pajonk przeżył, ale to było najbardziej humanitarne zachowanie wobec niego na jakie mnie stać – w szmatę i za drzwi.

Dobrze, że go znalazłam ot tak, a nie podczas kąpieli, bo wrzask byłby jak u Hitchcocka tylko tysiąc razy bardziej…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz