niedziela, 11 listopada 2012

Reszta z dzielenia czyli jak rozbroiłam drzwi z zamka


11 listopada 2012
Strasznie edukacyjny miałam łikend. Najpierw P. ze zgrozą oniemiał jak się okazało, że nie pamiętam co to jest reszta z dzielenia. Podobno w podstawówce tego dzieci uczą. No to mam prawo nie pamiętać, bo podstawówkę dawno temu skończyłam. W każdym bądź razie tłumaczył mi to na miseczkach z cukierkami. A jak już w końcu załapałam o co chodzi to potem podczas wspólnej kąpieli co chwilę wymyślałam reszty z dzielenia z jakichś wielkich liczb, dumna z siebie bardzo. Ale ponoć robię to jakoś od dupy strony. Ale za to skutecznie!

A dziś nam się troszkę zepsuł zamek w drzwiach i chciałam naprawić. Rozkręciłam toto, potem P rozkręcił resztę, bo sił mi brakło i ujrzałam przed sobą wnętrze zamka. Okazało się, że nie działa bo taki pierścień, który otacza bolec od klamki był pękł na cztery części. Reszta z dzielenia wyszła mi cztery plus okruszki. Skleiłam to to kropelką, ale potem jednak znów się rozwaliło, a efekt jest taki, że mam opuszki z czarnymi plamami, bo mi się śmiotki zamkowe do palców na kropelce przykleiły… Jutro trzeba nabyć nowy zamek, z tego już nic nie będzie… Ale cenne doświadczenie – wiem jak wygląda zamek od środka i umiem go złożyć z najdrobniejszych elementów. Nawigacja w samochodzie też działa.

Taaak, ja to mam jednak talent….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz