czwartek, 8 listopada 2012

Zostań bohaterem w swoim samochodzie!


8 listopada 2012
Ostatnia próba podładowania nawigacji w samochodzie skończyła się tym, że zapadł werdykt, że zapalniczka nie działa. Trzeba jechać do serwisu. Ale przypomniało mi się, że jak P. wsadzał tą ładowarkę do gniazda zapalniczki to coś tak cichutko cyknęło. Pomyślałam, że bezpiecznik. Podzieliłam się „odkryciem” z P., który uznał, że moja diagnoza i owszem może mieć pokrycie w rzeczywistości i że sprawdzimy.

Minął dzień, dwa, pięć, P. pewnie dawno zapomniał, że był plan „bezpiecznik”, a ja nie zapomniałam, bo żywo mnie interesuje możliwość nieograniczonego korzystania z głosu Krzysia Hołowczyca jak będę się zapuszczać w gęstwinę stolicznych ulic i uliczek.

Dlatego dziś, wzięłam instrukcję obsługi hjundka, na wszelki wypadek czołówkę ;) i udałam się do garażu. W instrukcji znalazłam rozdział o bezpiecznikach, udało mi się zlokalizować owe w samochodzie, pod kierownicą i się zaczęło. Najpierw klapka zabezpieczająca nie chciała odskoczyć. Okazało się, że potrzebne są siła razy gwałt, a ja chciałam po dobroci. Ok, punkt pierwszy zrealizowany, bezpieczniki są. Namierzyłam ten właściwy. Ok, jest nieźle. Ale w mondrej ksiunszce napisali, że bezpieczniki należy wyciągać przy użyciu takiego czegoś co znajduje się w drugiej skrzyneczce z bezpiecznikami, pod maską. Ok, wiem gdzie jest maska, umiem ją otworzyć. Namierzyłam skrzynkę, ale skrzynka owa nie chciała się otworzyć. Znów byłam za delikatna, siła z gwałtem pomogły. W owej skrzyneczce i owszem takie małe plastikowe szczypczyki były. Wzięłam, wyjęłam, wróciłam pod kierownicę. Udało się nawet bezpiecznik wyjąć, ale na oko był sprawny. Wsadziłam z powrotem, próba zapalniczki, nic. No to tak sobie pomyślałam, wyjmę inny, sprawdzę czy może się czymś różnią. Wyjęłam pierwszy lepszy, wygląda tak samo. Ale pod światło patrząc to pod plasticzkiem są druciki. Biorę ten od zapalniczki, pod plasticzkiem druciki przerwane. HA! Brawa dla mnie! Echa braw i fanfar nie zdążyły minąć, a ja się zorientowałam, że ten wyjęty bezpieczniczek pierwszy lepszy nie wiem gdzie był… Bo pech chciał, że wyjęłam taki jakiś, wokół którego były wolne miejsca, a na rysunku powinny być zajęte… I teraz w sumie nie wiem czy wyjęłam taki od czegośtam z alarmem czy od świateł przeciwmgielnych… Wsadziłam go z powrotem, ale nie jestem pewna czy w dobre miejsce…. Przy wsadzaniu tego niewiadomoodczegojestem bezpieczniczka do tej dziury wpadły mi te szczypczyki… Gmeram, świecę czołówką, macam na oślep. Nie ma. No jak kamień w wodę. Już zaczęłam mieć wizję, że będę pierwszym przypadkiem w historii serwisu co to przyjedzie, zrobi bezradną minę i powie „bo wie pan, bo mnie tam szczypczyki wpadły”… Ale gmernęłam raz jeszcze i dziady się znalazły. Wsadziłam też ten przepalony na miejsce, pozamykałam te wszystkie klapki, pudełeczka, maski i udałam się pod dom celem zabrania torebki i udania się po bezpieczniczek do sklepu. Przy czym pomyślałam, że przecież muszę bezpiecznik zabrać ze sobą, bo za cholerę nie wytłumaczę o co mi chodzi – „wie pan, potrzebuje taki niebieski bezpiecznik, z numerkiem 15″… Choć to powinno wystarczyć – kolor i ilość amperów… No ale znów oderwałam klapkę, przytomnie szczypczyków nie schowałam pod maskę, wyjęłam bezpiecznik i pojechałam. A w sklepie okazało się, że wszelkie bezpieczniczki są, ale akurat moje niebieskie 15 wyszły, będą jutro. I teraz do jutra hjundek będzie miał szczypczyki w przegródce, otwartą klapę pod kierownicą, czołówkę na wszelki wypadek i instrukcję obsługi otwartą na 59 stronie. Jutro akcja zostanie zakończona, mam nadzieję, że sukcesem. W sensie, że okaże się, że to był jednorazowy wybryk, a nie, że nawigacja przepala bezpieczniki i powinnam wymienić nawigację….

Dumnam z siebie niebywale.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz