10 stycznia 2013
Jestem na najlepszej drodze do tego, żeby w lodówce mieszkało samo światło…
Pogrzeb mnie rozłożył. Mentalnie uspokoił, pogrzeby zawsze tak na mnie działają, pozostaje po nich nostalgia i wrażenie, że mimo wszystko udało się pożegnać… Za to pozostawił po sobie katar, gorączkę i ogólną zdechlakowatość.
Wczorajsze popołudnie spędziłam na kanapie, śpiąc, aktywność moja polegała na tym, że o 20 udałam się pod gorący prysznic i zmieniłam kanapę na łóżko.
Dziś wykazałam się większym heroizmem, bo nawet odśnieżyłam garaż i zrobiłam porządek w lodówce. Finał jest taki, że boli mnie grzbiet i nie mam co jeść. Gdyby nie to, że trzeba odebrać P. z dworca już dawno siedziałabym w łóżku z książką, gorącą herbatą i zapasem chusteczek..
Nie tak miały wyglądać te ostatnie dwa dni, nie tak…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz