czwartek, 14 marca 2013

wata w głowie = brak tytułu


14 marca 2013
Tak mnie dopiekło to wszystko wokół, że dziś nie poszłam do pracy. Jestem zasmarkana, zakaszlana i potrzebuję jednego wolnego dnia. Za oknem jakaś masakra. Tak sobie myślę, że jakbyśmy wcielili w życie plan wyjazdu do Finlandii to pewnie w ekspresowym tempie zostałabym alkoholiczką ewentualnie seryjnym mordercą. Miałabym blisko do Fiskarsa i po cenach producenta nabyłabym stosowne narzędzia i mordowała dla rozrywki i rozładowania stresu spowodowanego brakiem słońca. Póki co z Fiskarsa mam tylko dwa noże i ostrzałkę do siekier, którą ostrze noże, ale jeden nóż mój ulubiony został zepsuty, bo P. użył go do wkręcania śrubki i złamał mu czubeczek, a do drugiego mam mniejszy sentyment, bo mam inny lepszy, z IKEA. Coś jest na rzeczy, bo Fiskars i IKEA to znak, że ciągnie mnie do Skandynawii, a podążając tym tropem wychodzi na to, że mam świetne zadatki na alkoholiczkę albo mordercę. Truchtając dalej wytyczoną ścieżką należy zauważyć, że skoro i tak nie piję alkoholu w zasadzie (chwilowo wcale, acz pod przymusem) to pozostaje zostanie mordercą. I tym sposobem dochodzimy do mojego powołania – jestem urodzonym mordercą.

A póki co żeby nie zwariować to wydziergałam sobie serwetkę w wiosennych kolorkach i okazało się przy okazji, że nie umiem liczyć do sześciu (!). Miało być sześć płatków, zrobiłam pięć. Choć usprawiedliwia mnie to, że i tak ledwie starczyło mi muliny na pięć, więc troszkę mnie to uspokoiło. Podążając tym tropem śmiem twierdzić, że instynktownie nie zauważyłam tego szóstego elementu, bo podświadomie czułam, że muliny styknie ledwo ledwo na pięć… Tym sposobem wychodzi na to, że jestem genialna.

Genialny morderca. O.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz