piątek, 28 czerwca 2013
Perfekcyjna Pani Domu
28 czerwca 2013
Wspinam się na wyżyny mojego talentu kulinarnego z serii „po cholerę mi przepis, zrobię coś na oko”. Nabyłam dziś karpie, poobcinałam im łby, ogonki i płetwy, obrałam włoszczyznę i właśnie skończyłam gotować z nich rosołek. Rosołek będzie galaretką. A w galaretce będą roladki z wędzonego łososia, nadziewane serkiem i koperkiem. Za chwilę przystąpię do tworzenia galaretki pomarańczowej domowym sposobem, nie takie tam „kupię torebkę galaretki i mam galaretkę”. W ceramicznym naczynku robią się ogórki małosolne. Wieczorem nastawię zaczyn na chleb i jutro, w okolicach wczesnego popołudnia po domu będzie rozchodził się aromat świeżego, ciepłego chleba. Wczesnym wieczorem przygotuję gruszki z jabłkami, które pod pierzynką cynamonową powędrują późniejszym wieczorem do piekarnika. Pokroję w plastry świeże pachnące pomidory i zieloną cebulkę, a żółty ser zwinę w eleganckie ruloniki. Nakryję do stołu, przygotuję świece… Schłodzę piwo i wodę. Wieczorem wsiądę w samochód i pojadę po P.
A po co to wszystko? A po to, że P. ma jutro imieniny, a ja nie mam dla niego żadnego prezentu. Prezentem będzie kolacja składająca się z tego co lubi.
P.S. To ciepło, to lato, to słońce to już tak się skończyło na zawsze? Bo sama nie wiem, pogubiłam się w tym wszystkim. I z tego pogubienia przywlekłam dziś do domu oprócz karpi sandały (kolejne!) i polar (fafnasty!). Pogoda mnie nie zaskoczy…
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz