4 września 2013
Cudny dzień! Spędziłam go na huśtawce z książką, wygrzewając się w słońcu!
Piękny był tak mniej więcej do 15:30, kiedy okoliczne dzieci wróciły z przedszkola. Moje sąsiadki są głośne, ale jakoś tak nieszkodliwie. Sąsiad zza ściany jak to dziecko – trochę pokrzyczy, trochę popłacze, ale jakoś nigdy mnie jego zabawy nie pochłaniały za bardzo. Ale pojawił się we fsi on – upiorny Piotruś, który przypomniał mi dlaczego ja tak bardzo nie lubię dzieci…. Do tej pory bywał tylko czasami i bawił się w ogródku dziadków, więc kawałek od mnie, ale przez zawirowania w życiu rodziców sprowadził się do fsi na stałe. I popołudnia spędza u mojego bezpośredniego sąsiada… Upiorny Piotruś drze się jak opętany, co chwila spuszcza bomby, wrzeszczy coś o jakichś aligatorach i potworach i generalnie słychać tylko jego… Wzięłabym gówniarza i wyrwała mu język, żeby bawił się po cichu…. Szlag trafił spokojne popołudnie, bo gdziekolwiek się w domu nie pojawię to wszędzie słyszę jazgot tego potwora.
Niech go ktoś zabierze, niech go ktoś zabierze, niech go ktoś zabierze, bo inaczej szlag trafi mój kiełkujący instynkt macierzyński, a uaktywni się z pełną mocą instynkt mordercy niewinnych, upiornych Piotrusiów. Kuźwa, na czym oni tego Piotrusia pędzą?!?!?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz