29 grudnia 2013
Tyle się dzieje, a ja się uparłam na tego szpitalnego buca i go obsmarować muszę.
Ktoś kto leżał w szpitalu po jakiejkolwiek operacji w której pocięli, a potem pozszywali mu brzuch wie, że zwlekanie się z łóżka jest odrobinę problematyczne. Choć ja się przyznam, że nastawiałam się na coś gorszego. No w każdym bądź razie boląca rana, trochę zbyt wysokie łóżko, brak majtek i wielka podpaska między nogami sprawiały, że każda próba wstania troszkę czasu zabierała i wymagała dziwnych manewrów z mojej strony.
Tak też było i w urocze, niedzielne, szpitalne popołudnie, kiedy to w pewnym momencie odwiedzających na sali 4-osobowej było 11 (!?!?!?) osób (u mnie tylko Pan Mąż, wgapiony w swe śpiące dziecię), a mnie zachciało się sikać. Próbuję jakoś w miarę sensownie i dyskretnie wstać, koszulka oczywiście gdzieś podwinięta w okolicach pępka, rana rwie, stopami nie sięgam podłogi, więc staram się obciągnąć koszulę, jednocześnie nie gubiąc podkładu, jakoś się przesunąć, żeby jak najmniej bolało, czubkiem palucha wymacać klapki… I czuję na sobie wzrok. Letko poirytowana unoszę wzrok i co widzę? Pan tata jednej z współleżaczek z dzikim zainteresowaniem wgapia się w okolice mojego krocza. Szlag mnie trafił, wbiłam się w niego spojrzeniem i już bliska byłam zadania pytania jakich cudów się tam spodziewa i czy może ułatwić mu wzrokową penetrację, to ja odsunę sobie tę cholerną podpaskę, co to zasłania widoki, ale chyba wyczuł mój wzrok na sobie, bo spojrzał mi w oczy. Nie wiem co z nich wyczytał, ale raczej nie zaproszenie do zawarcia przyjaźni, bo wyraźnie się speszył, uciekł oczami i już do końca swojej bytności na sali nawet nie spojrzał w moją stronę.
Ja wszystko rozumiem. Ja rozumiem, że narodziny małego człowieka to wydarzenie nie tylko dla rodziców, ale dla całej rodziny. Ja rozumiem, że każdy chce małego człowieka zobaczyć jak najprędzej. Ja rozumiem, że każdy chce odwiedzić dumną mamę i obdarować ją bananem, Kubusiem i sokiem jabłkowym. Ale do cholery jasnej niech się skupi na tym młodym człowieku i jego mamie, a nie strzela oczami po całej sali.
Niech może daruje sobie rzucanie okiem jak kobieta po cesarce próbuje ocalić resztki intymności podejmując próby wstania z łóżka. Bo to nie są zawody, nie trzeba jej dopingować ani obstawiać czy jej się uda czy nie.
To była jedyna rzecz, która mi podczas pobytu w szpitalu przeszkadzała – nadmiar odwiedzających. Ja zabroniłam przyjazdu moim rodzicom i teściom, właśnie dlatego, że warunki do odwiedzin były kiepskie. Przyjeżdżał tylko P., który zaskoczył w pierwszym dniu panią położną pytaniem czy jak będzie ze mną siedział to czy nie będzie za bardzo przeszkadzał innym paniom. Na co położna stwierdziła, że jest pierwszą osobą, która o czymś takim w ogóle pomyślała…
No smutne to trochę, zwłaszcza w obliczu jak przybywają tacy odwiedzający jak pan – krocza lustrator…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz