11 grudnia 2013
Muszę się pochwalić! Przedwczoraj w naszej sypialni na skosie sufitowym siedział sobie pajonk. Taki nie za duży, no ale pajonk to pajonk, straszny zwierz i basta.
Zawołałam Teścia, żeby go zabrał. Teść przyszedł jak go ruszył to pajonk spadł na podłogę i se poczłapał. No trudno, nie będę przecież Teścia męczyć, żeby się za pajonkiem po podłodze tarzał..
Zapomniałam o pajonku, za to zebrałam się, żeby zrobić zdjęcia zakładkom, porozkładałam je ładnie, focę sobie pomalutku a tu po łóżku zasuwa ów pajonk.
I co? I nic! Normalnie nenufar na spokojnej tafli jeziora przy mnie to mistrz chaosu i nerwowości. Pstryknęłam mu z letka małym palcem, zwinął się w kuleczkę i poturlał po prześcieradle. Ale się rozwinął z kuleczki i znów sobie bieży ku mnie. Nenufar znów mógłby się ode mnie uczyć stanu zen, bo pstryknęłam go letko większym palcem i spadł na podłogę, gdzie sobie gdzieś polazł.
Wieczorem sobie dyndał w drzwiach szafy, potem siedział na ścianie, a cały wczorajszy dzień spędził w załomie rozsuwanych drzwi.
Ale pajonk BYŁ w MOIM łóżku a ja mu tylko pstryk i tyle! Żadnych krzyków, żadnych wrzasków, żadnych qrew pod nosem lub nie rzuconych, nerwowych ruchów i tłuczenia kapciem po łóżku….
Ech… Coś mi się spsuło najwyraźniej….
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz