5 grudnia 2013
Śmy byli u lekarza. Śmy się dowiedzieli co trzeba było. Ale nie obyło się bez przygód…
Gabinet jest zlokalizowany w centrum, w kamienicy, wejście przez podwórze – studnię. Nie było jak zaparkować więc minęliśmy właściwą kamienicę, próbując gdzieś zawrócić. Wszystkie uliczki jednokierunkowe. W końcu P. nawrócił, dojeżdżamy do odpowiedniego adresu, próbujemy się wcisnąć między dwa samochody, za nami błyska policyjna syrena. Podchodzi policjant, prosi o włączenie awaryjnych i zaprasza P. do radiowozu. Czekam, czekam, czekam, robię się coraz bardziej zła i gdyby nie to, że każdy ruch sprawia mi ból poszłabym zanieść P kluczyki i nawarczała na policjanta. Na szczęście P wraca, za to z mandatem i 5 punktami, bo zawracał pod prąd.
Ooo, też mi pod prąd- zrobił niewielki łuczek na wlocie jednokierunkowej i wielkie mi zawracanie. Nam dupy chyba. P. mu tłumaczył, że żona, że w ciąży, że do lekarza, że jesteśmy tu pierwszy raz, na co pan policjant doradził, żeby zmienić szpital, bo jego żona tam rodziła i wróciła do domu z podwójnym przychówkiem. Ale nie doprecyzował jakim, a P. kurczę nie dopytał…
Plusem tego policyjnego zamieszania było to, że się zwolniło miejsce parkingowe i już bez problemu zostawiliśmy samochód. Najdroższe miejsce parkingowe ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz