sobota, 7 grudnia 2013

Wichry niespokojne


7 grudnia 2013
Nie, no jak tego Xawerego czy jak mu tam ktoś nie weźmie i zabierze to ja się nerwowo wykończę. W dzień jest jeszcze w miarę – zajmuję ręce i myśli dłubaniem frywolitkowych zakładek do książek, ale noce…
Wiatr, zwłaszcza taki silny, od zawsze wzbudzał we mnie irracjonalny niepokój. Podobnie jak księżyc. Ale wiatr bardziej. Więc w dwie ostatnie noce jak budziło mnie wycie wiatru to potem miałam problem z ponownym zaśnięciem. A jak się w nocy nie śpi, wiatr tłucze się różnymi rzeczami, drzewa się kołyszą jak szalone, a w dach i okno zacina zmrożonym deszczem, to po głowie tłuką się myśli. Ale średnio wesołe. Ja na ten przykład myślałam o tym, że jeśli zacznę rodzić to trochę głupi moment sobie wybrałam, bo w takiej nawałnicy jechać to mało komfortowo i bezpiecznie. Wizualizowałam sobie drzewa lecące na drogi, gałęzie przebijające przednią szybę samochodu. Bliska byłam etapu wyobrażania sobie przelatującej krowy albo psa z budą i łańcuchem.
Dla rozprostowania obolałych kostek poszłam się wysikać. Przy oknie w łazience zamontowana jest antena, która w podmuchach wiatru kołysała się na wszystkie strony i żałośnie skrzypiała. Wyobraziłam sobie jak gwałtowny poryw Xawerego zrywa mocowanie, a ona wpada przez okno do łazienki i uderza we mnie kiedy wyglądam głupio wielce, bo kto wygląda mądrze jak sika? Na wszelki wypadek szybko załatwiłam co trzeba i wróciłam do sypialni.
I tak mi nerwowo dwie ostatnie noce upłynęły.
Czy ktoś wie kto jest odpowiedzialny za tego całego Xawerego? Bo wysłałabym mu maila obraźliwego. Bo kto to widział tak denerwować ciężarną (cóż za nieładne słowo…)?
A teraz pójdę wydłubać sobie kolejną zakładeczkę. A potem otworzę z nimi sklep!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz