7 listopada 2010
Leniwa niedziela. O 10 otworzyłam oko, wystawiłam psa na dwór i zauważywszy, że pada straciłam motywację do wszystkiego. Dochodzi 16-sta, a ja snuję się w piżamie. I trwożliwie rozglądam wokół, bo w pokoju jest pająk. Kot twierdzi, że taki mikry tylko ma długie nogi i że dużych pajaków nie ma, bo biorą się stąd, że te małę łączą się w kilka sztuk i powstaje duży pająk…. I że wie, że ja takich małych to mało się boję i nic z nim nie zrobi. No i od tego nicznimnierobienia pająk się gdzieś ukrył. I czyha. Na mnie czyha. Pewnie skrzykuje kumpli i połączą się w wielką mechatarantulę i odgryzą mi głowę… A w domu nie ma nikogo (tylko ja i pająk) :( Kot z Pablusem pojechali na obiad, a ja siedzę strwożona w tej piżamie…. Przed wyjściem Kot doradził mi, że jak mnie coś zaatakuej to mam się schować w łazience i do niego zadzwonić… Cwaniak, wie, że w łazience to ja zasięgu nie mam…. Już mnie nie kocha, chce się mnie pozbyć…. Wracam do łóżka, dzisiaj świat mnie przeraża….
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz