poniedziałek, 29 października 2012

O pustej świątyni


29 października 2012
Gdzie się nie obejrzę to znajduję reklamy książki „Pięćdziesiąt twarzy Greya” E. L. James. Recenzje są niezbyt pochlebne, tematyka też jakaś niekoniecznie pociągająca, więc nie jest to książka, która będzie na moim regale.

Ale w Radiu Zet Małgorzata Socha czyta codziennie fragmenty i dziś zapodałam sobie kilka. Uch… Utwierdziło mnie to tylko w przekonaniu, że słusznie podjęłam decyzję o niekupowaniu tejże powieści. Ale co mnie jakoś tak rozbawiło to wewnętrzna bogini głównej bohaterki, o której ona co rusz wspomina. Kiedy jest podniecona jej wewnętrzna bogini tańczy. Kiedy jest zła jej wewnętrzna bogini warczy, a kiedy jest zaskoczona lub oszołomiona jej wewnętrzna bogini wstrząśnięta milczy.

Ja tam nie wiem, najwyraźniej bogatsze ode mnie życie wewnętrzne ma mój Kot Łobuz ze swoimi tasiemcami, bo Wewnętrznej bogini w sobie nie odkryłam i obawiam się, że to nigdy nie nastąpi… Ja jak mam orgazm to mam orgazm, jak warczę to warczę, a jak jestem wstrząśnięta to ca najwyżej bezmyślnie otwieram usta i nie wiem co powiedzieć.

No i teraz nie wiem czy mam się martwić czy nie, że jestem jak ta opuszczona świątynia, bez bogini…. Zimno się zrobiło, śnieg pada, a do tego nie mam wewnętrznej bogini… No jak to tak?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz