niedziela, 28 października 2012
o rosole
28 października 2012
Ciepły i bezpieczny dom kojarzy mi się z zapachem niedzielnego rosołu. Dlatego, nie zważając na śniegi, mrozy, niedogodności, wyprowadziłam samochód z garażu i udałam się na zakupy, celem nabycia włoszczyzny i kurzego trupka.
Nastawiłam rosół i zajęłam się różnymi rzeczami. W tak zwanym międzyczasie wyszłam do ogródka wywiesić ptaszorom kulki z karmy, żeby biedaczki sobie zaczęły kojarzyć, że w tymże ogródku stołówka zimowa rozpoczyna działanie. Wróciłam do domu z nosem czerwonym z zimna i lekko zgrabiałymi dłońmi, otworzyłam drzwi z przedpokoju i uderzyło we mnie ciepło. Cichutko brzęczało radio, pies tylko sapnął i z powrotem przymknął powieki, a w nozdrza wdarł się zapach rosołu. Jedyny, niepowtarzalny zapach gotujących się warzyw i mięska. Rosołu z przypaloną cebulką i z kulkami pieprzu. Zapach znajomy, zapach ciepły, zapach bezpieczny.
Teraz, już z parującym kubkiem w dłoniach, trochę piszę ale większość czasu wpatruję się w okno, w zapadający zmierzch, co chwila parząc usta gorącym i aromatycznym rosołem. Jest dobrze, jest bezpiecznie, jest domowo. Tak jak powinno być w niedzielne popołudnie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz