niedziela, 27 października 2013

Gdyby wzrok kasjerki mógł zabijać… czyli ciąg dalszy zakupowych refleksji


27 października 2013
Tak mi się znów przypomniało, że podczas zakupów i spotkania z babą w ciąży, przy kasie jeszcze jedno mnie rozbawiło. Otóż pani kasjerka, młoda dziewczyna z zaciętym wyrazem twarzy chyba została posadzona na kasie za karę. Przesuwała towar nad czytnikiem kodów i odkładała do metalowej przegródki. Choć odkładała to zbyt subtelne słowo. Ona je odrzucała od siebie. Jak rzuciła jajami to jeszcze nic nie powiedziałam, tylko zajrzałam do środka czy aby wszystkie rzut przetrwały. Ale jak pizgnęła butelkami z piwem, które sobie nabył P. w ilości 3 sztuk, to mnie szarpnęło na dźwięk ich rozpaczliwego brzęczenia o siebie nawzajem i turkotu po metalowym, skośnym blacie. Nie mogłam się powstrzymać z propozycją, żeby mocniej tymi butelkami rzuciła, to nie dość, że się rozbiją to ona będzie mieć zalaną piwem kasę, a ja zalane zakupy i ciekawe kto to wszystko będzie sprzątał, a tym bardziej kto za to zapłaci…
Oj, gdyby wzrok zabijać mógł to padłabym tam trupem na miejscu, bo spojrzenie jakim mnie obdarzyła owa niewiasta butelkami żonglująca przyjaznym nie było.
No ale co jej nasze jaja i piwo winne, że się na nich wyżywa? Ich wina, że ma taką pracę a nie inną? Może trzeba się było bardziej w szkole starać?
I nie mów mi tylko proszę, że jestem niesprawiedliwa i wredna. Być może jestem, ale to, że komuś jego własna praca nie odpowiada to nie jest mój problem. Mam własne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz