piątek, 25 października 2013

Na poprawę…


25 października 2013
… wszystkiego, no może poza stanem naszego konta, ale ciiii, wczoraj dokonałam zakupu mięciutkiego śpiworka dla Małej do spania, cieplutkiego i miziutnego kombinezonku a’la miś – ma nawet uszka i ogonek… Choć ogonek i uszka to zbędny dodatek, mnie rozbroiła miziutność owego stroju oraz to, że od środka ma mięciutką podszewkę w jeżyki… Skoro chwilowo mam szlaban na zakup dla siebie miziutnych bluz i polarów to choć dla Niej kupię. I co z tego, że wyrośnie w miesiąc, dwa? Ale sobie ze szpitala przywiozę takiego małego misia i może będę mniej przeżywać fakt, że instrukcję obsługi zapomnieli dołączyć, karty gwarancyjnej nie ma, o door-to-door mogę zapomnieć, jak również o 30 dniach na zwrot towaru jeśli nie był używany.
I jeszcze przywlekłam komplecik w leśne zwierzątka – są tam wiewiórki, lisek jest, ślimaczek i ptaszek na pieńku no i jeżyki oczywiście też!
Ech. I tak sobie pomyślałam, że jak jeszcze byłam chuda to trzeba było napadać na bank, póki się mieściłam w kanałach wentylacyjnych, a teraz to pozamiatane proszę państwa… Straszliwie to wszystko drogie, a świadomość, że miziutny misio i leśne zwierzątka starczą na tak krótko jakaś taka niefajna. Na ten przykład kiedy ja wczoraj dokonywałam zakupów w rozmiarze 56 to P. nabywał dżinsy dla siebie. Wprawdzie ja za te 3 rzeczy zapłaciłam niewiele mniej niż on za jedną parę spodni, ale on w tych spodniach trochę pośmiga, a Małej trzeba będzie chyba kończynki ucinać czy coś… Choć i to jego dłuższe bieganie w owych spodniach pod znakiem zapytania stoi, bo jakościowo to ten dżins na kolana nie rzuca jak za takie pieniądze…
No i tak to. Jesień mamy dość sympatyczną, choć staram się omijać wzrokiem trawnik w ogródku i nie myśleć o tych liściach których nie zgrabię…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz