środa, 16 października 2013

O strachach nocnych


16 października 2013
Każdego dnia oswajam swój strach. Momentami już nie mogę doczekać się grudnia i tego jak Ją dotknę, zobaczę, przytulę i czekam na to z pewnym entuzjazmem, oczekując jak przygody. To w ciągu dnia.
A kiedy zapada zmrok budzą się demony. Rozbudzam się w środku nocy i nie umiem z powrotem zasnąć. P. śpi, Pies śpi, Mała śpi, ewentualnie przez chwilę sobie pokopie i się powierci, ale zaraz i ona układa się i pewnie zasypia. A ja leżę i szeroko otwartymi oczami wgapiam się w ciemność. A przez moją głowę galopują myśli, np. tak absurdalne jak zakup komputera na 5 roku studiów razem z kolegą i zastanawianie się po co tak właściwie kupiłam wtedy i odtwarzacz CD jak i nagrywarkę, zamiast samej nagrywarki.. Ale pojawiają się też te bardziej przerażające. Zastanawiam się nad tym czy za trzy tygodnie nie okaże się, że coś jest nie tak z tymi całymi przepływami przez łożysko. Zastanawiam się co mogę zrobić, żeby tak się nie okazało. I frustruję się tym, że zbyt mało na ten temat wiem, żeby móc coś zrobić. Mogę spierzchniętymi wargami bezgłośnie szeptać jak mantrę „będzie dobrze, będzie dobrze…”. A strach podpełza coraz bliżej i ściska za gardło. Szukam pod kołdrą ciepłej dłoni P, licząc na to, że jego senne ciepło odgoni strach, a przyprowadzi z powrotem upragniony sen. Dotykam swojego brzucha i wyczuwam delikatne ruchy Małej, tłumacząc sobie, że swoim lękiem jej nie pomogę, a wręcz przeciwnie. Ale to nie zawsze działa…
Strasznie to wszystko skomplikowane, przerażające, obce…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz