29 maja 2014
Wpadłam na chwilę z Panną M do mojej fabryki, żeby zostawić wniosek o urlop rodzicielski i zamieniłam kilka słów z napotkanymi osobami. I o ile w czasie ciąży byłam raczona opowieściami o patologiach ciąży, o poronieniach, o wcześniakach i wszelkich możliwych dramatach związanych z ciążą i porodem, tak teraz na tapecie jest karmienie.
Panna M, zgodnie z zaleceniami pediatry jest karmiona mlekiem do skończenia 6 miesiąca. Warunkiem było to, że będzie przybierać na wadze. No i przybiera, może niezbyt dużo, ale regularnie waga idzie w górę. No to się dowiedziałam, że MUSZĘ zacząć ją karmić kaszami, bo przecież od 3 miesiąca można. Że na pewno jest głodna, bo sięga rączką po smoczek. Owszem sięgała, ale jakby tam była zdechła mysz albo odpad radioaktywny a nie smoczek to też by po niego sięgnęła, bo po wszystko sięga i pakuje do paszczy. No i pewnie mój pokarm jest już dla niej za słaby, bo kto to widział, żeby prawie półroczne dziecko było tylko na piersi. No i pewnie dlatego tak mało przybiera, bo jej nie daję nic innego…
Nosz kurwa mać…. Uprzejmie wszystkie przejęte panie informuję, że to ja jestem jej matką i chwilowo to ja decyduję o tym co jest dla niej dobre a co nie. I mam świadomość, że pewnie w swoich decyzjach popełnie pierdylion błędów, ale nie popełniłabym ich tylko wtedy gdybym jej nie miała. A Panna M rośnie, rozwija się, jest wesoła, pogodna i nie wygląda na zagłodzoną….
Czy naprawdę nie można zaprzestać udzielania jedynie słusznych rad? Czy ja muszę słuchać, że „a ci dzisiejsi pediatrzy to wymyślają, MUSISZ jej dawać kaszki”? Jak będę potrzebować porad to zapytam, uwierz świecie, że nie uważam się za osobę, ktora pozjadała wszystkie rozumy i jak czegoś nie wiem, nie rozumiem, nie znam się, to po prostu pytam. Ale nie znoszę jak ktoś uważa, że cokolwiek nie robię, to robię źle, a owa osoba wie lepiej jak ja powinnam robić.
I jak jeszcze raz usłyszę pytanie „karmisz?” to wysyczę, że nie, kurde, głodzę…
Wrrrrrr, idę lepić pierogi!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz