piątek, 24 października 2014

Kiedy budzą się demony…


24 października 2014
Mam szkic do wyzwania. Taki gotowy w 2/3. Miał być dzisiaj. Ale nie będzie, bo jestem za bardzo zdenerwowana, za bardzo przestraszona, żeby nie powiedzieć przerażona. Panna M ząbkuje. Ok. Straciła apetyt. Ok. Chwilowo ma chyba przerwę w dostawie kolejnych ząbków, bo apetyt jej wrócił, ale taki nie do końca. Obiadów nie chce jeść, na podwieczorek się boczy, zjada tylko odrobinę. No i dzisiaj jak ją kąpaliśmy to P stwierdził, że ogólnie to wygląda nieźle, ale miednicę to ma chudziuteńką. Po kąpieli ją zważyłam i stąd to przerażenie. Miesiąc temu ważyła 7 kg, dzisiaj waga pokazała 5,80 kg. Pomyślałam, że coś jej się pomerdało, położyłam Małą jeszcze raz – 5,78 kg. I oczywiście, idiotka patentowana – o sobie teraz piszę – poszukała se w Internetach „czemu niemowlę chudnie”. No i teraz siedzę przerażona, z płaczem na końcu nosa, bo mogą jej grozić miliony strasznych rzeczy. Rozsądek piszczy cienko, że to pewnie dlatego, że dzisiaj mało zjadła podczas obiadu, zrobiła kupę giganta i generalnie musi nadrobić to co jej przepadło, kiedy wyłaziły zęby, ale moja rozbuchana wyobraźnia usadziła rozsądek w ciemnym kącie i podsuwa mi straszne scenariusze.
Śpi sobie teraz grzecznie w swoim łóżeczku, ja siedzę koło niej, patrzę jak spokojnie oddycha i umieram ze zmartwienia. P w poniedziałek będzie u naszego pediatry to z nim porozmawia, ale pewnie do poniedziałku to będę bardziej siwa i obgryzę kolejne paznokcie – walczę z tym, nie pamiętam kiedy je ostatnio zmasakrowałam, a dziś poszedł prawy kciuk :(
Przecież jej nie może się nic stać. Bo przecież jest…. wszystkim….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz