14 października 2014
Jesień nas porozpieszczała nieprawdaż? Połowa października, a dopiero dzisiaj niebo się posmarkało i nie wychyliłam nosa z domu. Bo ostatnie dni były tak cudne, że aż momentami trudno mi było w to uwierzyć. Poszwędałyśmy się z Panną M po jesiennej Jurze, pospacerowałyśmy do piekarni po cieplutki pachnący chleb, a wracając obie żułyśmy świeże bułki, a pod stopami/kołami szeleściły nam liście.
Nawet odwiedziłam ostatnio IKEA (może powinnam napisać IKEĘ?) i nabyłam kubeczek za oszałamiające niecałe 5 złotych z którego w końcu moje dziecko pije jak należy, nie zalewając wszystkiego wokół. I śliczniusie miseczki, których absolutnie mi nie potrzeba, ale mówiły „Weź nas, weź nas”, więc wzięłam niebożęta, nie chcąc wyjść na zimną i nieczułą sucz. No jak? Wobec miseczek? Właśnie skonsumowaliśmy z nich budyń waniliowy na mleczku kokosowym i smakował wybornie! A i kupiłam Pannie M nocnik. Chwilowo bardzo ją bawi siedzenie na nim, ale ćwiczyliśmy w ubranku, żeby zobaczyć czy jej mała, chuda dupka nie wleci całkiem. W ubranku nie wlatuje, będziemy pozbywać się garderoby i się zobaczy.
A niusem dzisiejszym jest to, że Pannie M wylazła dziś górna prawa jedynka! Jest mikruteńka, dopiero co przebiła dziąsełko, ale jest! A dolna prawa jedynka szykuje się do desantu. Rety, rety, nigdy nie pomyślałabym, że się będę podniecać zębem. Jeszcze gdyby tylko noce były odrobinę spokojniejsze, a przerwy między jedną pobudką a drugą dłuższe…
No i tak to w zasadzie u nas. U Was też dobrze, prawda?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz