sobota, 4 października 2014

Nie zostawiaj mi rano dziecka czyli jak mnie wkurzyć niemal w samo południe


4 października 2014
Sobota, godzina 11:20. P jeszcze w łóżku drzemie. Piękna pogoda za oknem, skończyła się prać pierwsza partia prania. Zanoszę Pannę M do łóżka z zabawkami, żeby P na nią rzucił okiem, a ja idę korzystać ze słońca i wiatru i pranie rozwiesić w ogrodzie. Podczas wieszania, mimo zamkniętych okien w domu słyszę jak Panna M rozpaczliwie zawodzi i płacze jakby ją ze skóry obdzierali. Kończę wieszać pranie, wchodzę do domu, w sypialni na łóżku siedzi zaryczane dziecko nad nim stoi P. i z wyrzutem do mnie mówi: – nie możesz mi jej tak zostawiać rano jak jeszcze leżę, bo zachciało mi się do ubikacji i musiałem ją zostawić i teraz płacze.
No. To widzę, że płacze. Ale kuźwa jakie rano?!?!?! Południe dochodzi, ja odkąd wstałam zdążyłam się wykąpać, umyć włosy, nakarmić Małą, dać jej kaszkę, zjeść swoje śniadanie, nastawić pranie, pobawić się z dzieckiem, przeglądnąć pocztę elektroniczną, fejsa i blogi, a on mi mówi, że ja RANO nie mogę na 10 minut zostawić mu dziecka? Oj, jak wyjdzie z łazienki to chyba odbędziemy poważną rozmowę, niekoniecznie w tonie rozmowy… Naprawdę, jest skuteczniejszy niż wiadro kawy w podnoszeniu ciśnienia…
Miłej soboty Państwu życzę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz