1 października 2014
W ramach zwalczania smutku i zniechęcenia wczoraj pobyłam sobie w miejscu, które uwielbiam – Jura. Zakochana w morzu, zakochana w górach, mam w swoim sercu szczególne miejsce dla Jury. Jest piękna o każdej porze roku. Kto nie był koniecznie powinien nadrobić, bo to naprawdę przepiękny zakątek naszego dzikiego kraju :) Kiedy tylko mam czas to robię sobie wypad na skałki, do lasu, na ruiny któregoś z licznych zamków. No i wczoraj ładowałam akumulatory krótkim pobytem w Olsztynie :) Pannie M chyba się podobało, poskrobała sobie amonit, złamała pazurek i zakrzyknęła da da da ;)
Za to dziś za oknem pleśń, zgnilizna i pomroczny ziąb nastał, więc zaszyłam się w kuchni i zrobiłam przecier z dyni :) Najpierw gotowałam, potem przecierałam, potem rozlewałam do wyprażonych słoiczków, a na końcu pasteryzowałam. I mam zamknięte w szkle ostatki lata, które przywiozłam sobie z Kaszub. Dynia przeszła pomyślny test smakowy, Panna M zjadła na świeżo pół miseczki ciepłej, dyniowej papki :)
Wyzwanie nade mną wisi. Dzisiaj, w zaległościach blogowych na Feedly’m, okazało się, że wyzwanie podjęła również Dorotka z Maminkowa –
http://maminkowo.blog.onet.pl/
… A ja nie…. Ale spokojnie. Jak się zabiorę, jak siądę, jak zepnę pośladki to ja Wam jeszcze pokażę!. Tak przynajmniej mi się wydaje ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz